1. Zeszłoroczne lato było jednym z najtrudniejszych w moim życiu. Po dwóch latach zmagań z chorobą odszedł mój tata, który był mi bardzo bliski. Ostatnie dni jego życia mocno mną wstrząsnęły. Trudniej było mi tylko po śmierci babci, dlatego że babcia zmarła nagle i niespodziewanie. Przez całe lato potrzebowałam leku przeciwlękowego i większej dawki sertraliny. Zmagałam się z dużymi wahaniami nastrojów. Czasem wystarczyło jakieś drobne skojarzenie czy wspomnienie, abym się rozpłakała i nie potrafiła się uspokoić. Na szczęście Szczur bardzo mnie wspierał. Razem z mamą dostałyśmy też ogrom wsparcia od rodziny, przyjaciół i znajomych - zawsze będę o tym pamiętać.
2. Tego lata spędziłam w domu znacznie więcej czasu niż zwykle. Nie chciałam tuż po śmierci taty zostawiać mamy samej w domu. Musiałyśmy też załatwić sporo formalności. Do Nory przeniosłam się dopiero w połowie lipca, gdy poczułam się na to gotowa i wiedziałam, że do mamy na pewien czas przyjadą ciocie.
3. Pojechałam ze Szczurem i z Piękną na dwa kilkudniowe wyjazdy: do kraju hradeckiego w Czechach i do naszej ulubionej miejscowości nad morzem. Przed każdym z nich czułam, że nie mam siły jechać, a później ani przez chwilę nie żałowałam. Spokój i bliskość przyrody przypomniały mi, za co kocham życie.
4. Jak zawsze dużo spacerowałam. Po śmierci taty spacerowanie było jedną z czynności, które najbardziej mi pomagały. W pierwszych tygodniach wałęsałam się z Piękną wśród okolicznych pól i łąk, a po wyjeździe do Nory chodziłyśmy po parkach, w czym towarzyszył nam często także Szczur. W lasach bywaliśmy w tym roku rzadziej, pomijając pobyt w górach. Raz zrobiliśmy wycieczkę do Kampinosu, w okolice "nietoperzowni".
5. Na spacerach fotografowałam rośliny, a później próbowałam je identyfikować w aplikacji Seek. To również mnie uspokajało.
6. Aż trzy razy widziałam lisa na szczurzym osiedlu, przy czym raz podszedł bardzo blisko mnie, Szczura i Pięknej, gdy odpoczywaliśmy w parku. (Nie wiem, czy przychodzi ich tam kilka, czy to za każdym razem ten sam). Jak zwykle częstymi bywalcami osiedla były jeże, spotkałam tam też wiewiórkę, a Szczur nawet dzika na porannym spacerze. Pewnego wieczoru w fosie przechadzała się czapla siwa. W czasie wakacyjnych spacerów i wyjazdów zobaczyłam również sarnę, dzika, padalca, kilka nietoperzy, dwa duże pasikoniki i parę ropuch.
7.
8. Zwiedziłam dwa muzea w Gdyni: Muzeum Marynarki Wojennej i Muzeum Emigracji. Wycieczka do pierwszego była związana z zainteresowaniami Szczura, a do drugiego - z moimi. W Muzeum Emigracji znajdują się bowiem stanowiska, gdzie można bezpłatnie skorzystać z dostępu do bazy danych genealogicznych.
9. Zwiedziłam ruiny zamku Skály.
10. Dostałam awans.
11. Przyjaciółka zaprosiła mnie na wystawę "Harry Potter: The Exhibition" w Alvernia Planet w Nieporazie.
12. Letnia domówka z okazji urodzin Szczura odbyła się później niż zwykle, za to mieliśmy aż ośmioro gości. Gofrownica poszła w ruch. Hitem wieczoru okazała się gra "Dylemat wagonika" - prezent od Asi, Tomasza i Łukasza.
13. Moja mama uratowała ptaszka, którego Bestia upolował na balkonie. Na szczęście biedakowi nic się nie stało, jedynie stracił kilka piór. Odleciał o własnych siłach, a chwila, gdy wypuszczałam go w ogrodzie, była jedną z najpiękniejszych tego lata. Na podstawie zdjęć i opisu GreenU stwierdził*, że był to podlot kopciuszka.
14. Koleżanka z pracy przyjechała do mnie na kawę.
15. Pięć razy pojechałam ze Szczurem i z Piękną na "psią plażę". Tym razem trafiły nam się nad morzem chłodniejsze dni, czasem padało, ale na plaży i tak bywaliśmy prawie codziennie. Szczur się kąpał, a ja głównie leżałam na kocyku ubrana na cebulkę, bo na wchodzenie do wody było mi za zimno. Chłonęłam szum fal i zapach morza, które każdego dnia wyglądało inaczej. Najcieplejszego dnia, gdy odważyłam się wejść do wody po kolana, wyłowiłam dużą muszlę małża.
16. Byłam w Parku Kulturowym "Osada Łowców Fok" w Rzucewie. To miejsce, choć mało znane, zasługuje na osobny post - może kiedyś uda mi się zabrać do napisania go.
17. W czasie pobytu nad morzem zawarłam bliższą znajomość z pieskiem państwa wynajmujących sąsiedni domek - boston terrierem Milo. Jego niezawodny nos błyskawicznie wyczuwał gotujące się mięso. Za pierwszym razem łobuziak dobrał się do miski Pięknej, gdy ta zostawiła napoczęty posiłek. Później regularnie odwiedzał mnie w kuchni i asystował przy gotowaniu, patrząc tęsknym wzrokiem.
18. Jednego wieczoru na plaży zobaczyłam przepiękny widok: konie spacerujące w morzu o zachodzie słońca. Nie był to przypadek - dwie osoby dosiadały koni, podczas gdy trzecia robiła im sesję zdjęciową. Z zachwytu aż zapierało mi dech. Niewiele wiem o koniach, więc nie spodziewałabym się, że te zwierzęta tak chętnie wejdą w fale i będą spacerowały w znacznej odległości od brzegu.
19. Ostatniego dnia na plaży natknęłam się na coś równie niezwykłego. Niedaleko brzegu stały dwa ogromne, wykonane z dbałością o każdy szczegół zamki z piasku - prawdziwe dzieła sztuki. Plażowicze chętnie się z nimi fotografowali, co zrobiliśmy i my. Niestety nie wiem, kto zbudował te zamki, bo zastaliśmy je już ukończone. Czytałam w sieci o panu Grzegorzu Pawelskim, który tworzy podobne piaskowe rzeźby, ale w Kołobrzegu. My z kolei byliśmy w województwie pomorskim, ponad dwieście metrów na wschód od Kołobrzegu.
20. Zaobserwowałam tylko jednego Perseida, w dodatku zupełnie przypadkowo. Planowaliśmy ze Szczurem zaczaić się na "spadające gwiazdy" w ogrodzie jego rodziców, ale niebo uparcie nie chciało się rozchmurzyć. W zamian ten Perseid, którego zobaczyłam, był niezapomniany. Może nawet najpiękniejszy ze wszystkich dotychczasowych.
21. Emily pokazała Szczurowi i mnie Las Bemowski od innej, nieznanej nam dotąd strony. Właśnie tam pierwszy raz zobaczyłam raniuszki, których zdjęcia zawsze mnie rozbrajały. Naprawdę są maleńkie!
22. Znalazłam na łodydze pałki wodnej wylinkę ważki różnoskrzydłej.
23. Pierwszy raz w życiu użądliła mnie pszczoła.
24. Złapałam także kleszcza, tak maleńkiego, że trudno było go wyciągnąć i musiałam poprosić o pomoc Szczura. Mierzył chyba z milimetr, więc sama nie wiem, jakim cudem go zauważyłam. Może to kwestia mojej dobrej pamięci wzrokowej, bo coś mi nie pasowało w układzie znamion na udzie. Na szczęście nie dostałam żadnego rumienia.
25. Wypróbowałam sumatryptan na migrenę i okazało się, że działa na mnie rewelacyjnie. Chyba tylko raz nie pomógł, poza tym pełna skuteczność.
26. Zwiedziłam jedno z najnowszych muzeów na mapie Warszawy: Muzeum Fabryki Czekolady E. Wedel. Moim zdaniem, obecnie to również jedno z najlepszych miejsc na randkę w Warszawie... a na pewno najsłodsze. Można tam nie tylko sporo się dowiedzieć o procesie produkcji czekolady, ale i wziąć udział w degustacji kilku produktów.
27. Poszłam z Piękną na spacer o piątej rano. Zwykle na najwcześniejszy spacer zabiera ją Szczur, ale jednej nocy nie mogłam zmrużyć oka przez migrenę i poczułam, że potrzebuję się przewietrzyć. Rzeczywiście dobrze mi to zrobiło, bo po powrocie wreszcie trochę pospałam. Osiedle o tej porze było zadziwiająco ciche. Spodziewałam się większego ruchu, a tymczasem minęło nas tylko kilku ludzi.
28. Cztery razy odwiedziłam ze Szczurem jego rodziców.
29. Przeczytałam osiem książek, z czego większość tym razem należała do literatury faktu. Najbardziej poruszyły mnie "Krwinki. Opowieści o stracie i nadziei" Doroty Groyeckiej. Choć tematem przewodnim tej książki jest strata dziecka, a nie rodzica, przeczytanie jej akurat tego lata dużo mi dało. Pomogło mi uporządkować uczucia i refleksje związane z żałobą, uzmysłowić sobie, jak chcę ją przeżywać, a jak nie.
30. Zagrałam ze Szczurem w "Na skrzydłach", siedząc pod wiatą w ogrodzie społecznościowym. Musieliśmy skończyć przed czasem, gdy zrobiło się ciemno, ale i tak był to fajny pomysł na wspólny wieczór.
31. W sierpniu zabraliśmy Piękną na psi plac zabaw w Warszawie. Dobrze sobie radziła z przeszkodami i zawarła kilka nowych znajomości, a my pogadaliśmy z miłą właścicielką innej adoptowanej suczki.
32. Odwiedziłam starszą panią z mojej miejscowości, której mąż był spokrewniony z moją babcią, by porozmawiać o drzewie genealogicznym. W wieku osiemdziesięciu siedmiu lat ma ona wciąż w pełni sprawny umysł i doskonałą pamięć. Pamięta ludzi z różnych pokoleń i powiązania między nimi, co jest nie do przecenienia.
33. Dostałam widokówkę z Kuby, która została wysłana rok wcześniej. Prawdę mówiąc, zdążyłam już o niej zapomnieć!
34. O mało nie zgubiłam telefonu. Położyłam go na ławce w parku, a później zagadałam się ze starszą panią wyprowadzającą pieska. Dopiero wracając do domu, zorientowałam się, że nie mam przy sobie smartfona. Na szczęście w międzyczasie zapadł zmrok i mojego telefonu chyba nikt nie zauważył, bo leżał w tym samym miejscu, gdzie go zostawiłam.
35. Zdarzyła mi się też komiczna, ale i zawstydzająca przygoda. Pewnej sierpniowej nocy, wracając z ostatniego spaceru z Piękną, nie potrafiłam otworzyć drzwi na klatkę schodową. Kod nie działał. Miałam wtedy za sobą ciężki dzień, byłam zmęczona, więc nie zastanawiałam się nad tym. Wybrałam numer ochrony, gdyż uznałam, że mechanizm się zawiesił. Przecież wszystko czasami szwankuje, włącznie z windą. Pan z ochrony wpuścił mnie domofonem. Po wejściu do bloku stanęłam jak wryta - korytarz wyglądał jak w lustrzanym odbiciu. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że pomyliłam klatki schodowe.
36. Zrobiłam bardzo duże zakupy w sklepie Lego w Złotych Tarasach. Kupiłam po zestawie dla siebie, Szczura, mamy i Młodszego. Największy zestaw dostał Szczur na urodziny. Sobie kupiłam Zgredka, ponieważ od dawna mi się podobał, a awans to idealna okazja, by zrobić sobie prezent.
37. Nareszcie dokończyłam puzzle, które dostałam od Szczura na urodziny.
38. Przez całe życie zazdrościłam ludziom, którzy mieli okazję uratować znalezionego psa lub kota. Minionego lata dostałam taką szansę. Spotkałam błąkającego się po ulicy psa. Był w niebezpieczeństwie - zapadał zmrok, a on biegał tam i z powrotem po jezdni. Zrobiłam więc to, co zawsze chciałam: zabrałam zwierzaka do domu i zabezpieczyłam go. Ponieważ nikt się po niego nie zgłosił, piesek dołączył do rodziny i został towarzyszem mojej mamy.
39. Zanim skończył mi się urlop, zdążyłam parę razy wyjść na spacer z dwoma psami naraz. Te pierwsze wspólne spacery były... chaotyczne. Psy plątały się w smyczach jak mucha w pajęczej sieci.
40. Pierwszy raz spróbowałam swoich sił w koszeniu trawy. Może to i śmieszne, zważywszy że mieszkam na wsi, ale tata zawsze sam zajmował się koszeniem.
41. Kupiłam sobie dwie ocieplane bluzy w sklepie sportowym, a przy okazji także nerkę na spacery z Piesą. Najbardziej podobał mi się pomarańczowy T-shirt z wełny merynosa, ale rozsądek wziął górę - kilkaset złotych za jedną koszulkę to dla mnie za dużo.
42. Tuż przed powrotem do pracy odwiedzili mnie Magda i Mateusz.
43. Zaniosłam kilka używanych książek na półki bookcrosingowe.
44. Zaczęłam porządki w biblioteczce taty, które skończyłam dopiero u schyłku jesieni. Regały potrzebowały solidnego czyszczenia i wietrzenia. Większość książek została na swoich miejscach, tylko literatura fachowa powędrowała do pudeł. Przy okazji znalazłam różne pamiątki: zdjęcia, pocztówki, notatki, drobiazgi taty.
45. W Karwieńskich Błotach zobaczyłam piękną tęczę.










Brak komentarzy:
Prześlij komentarz