sobota, 3 kwietnia 2021

[116] Jedno słowo

 

Chorzy na autyzm,   

nie da się wyleczyć, 

bardzo trudne dziecko, 

eliminować objawy, 

specjaliści, 

najpoważniejsze zaburzenie rozwojowe, 

trzeba być tolerancyjnym,  

problemy, 

zbyt wrażliwi,

symptomy zaburzeń, 

osoby cierpiące na autyzm, 

skuteczna terapia,  

upośledzone funkcje,

zniwelować działanie, 

każdy z nas ma autyzm od czasu do czasu...

 
 
To tylko niektóre ze słów i wyrażeń, które wczoraj rano zalały mnie po uszy, ledwie zerknęłam w media społecznościowe. Szybko odcięłam się od sieci i zaszyłam się w swoim pokoju (żeby było zabawnie, niebieskim, bo to mój ulubiony kolor) z "Czarnoksiężnikiem z Archipelagu", mimo że planowałam napisać posta o poczuciu humoru. Trudno jednak pisać o poczuciu humoru, będąc nie w humorze.

Od kilku lat nie przepadam za Dniem Świadomości Autyzmu. W czasach studiów sama "świeciłam na niebiesko" i wstawiałam tematyczne grafiki, ale później dowiedziałam się o genezie tego "świecenia" i o niechęci znajomych w spektrum do niego. Może faktycznie 2 kwietnia powinnam świętować, zwłaszcza że sama ciągle poszerzam swoją wiedzę. Tego dnia nie czuję się jednak jak w święto, a raczej tak, jak w następujący po święcie poranek czują się osoby, które za dużo wypiły. Mam niebieskiego kaca. Narracja, której przykłady przytoczyłam, działa na mnie przygnębiająco. Jeśli chodzi o świadomość, to uświadamiam sobie tylko, jak powszechne nadal są stereotypy, jak wiele jeszcze ludzie NIE wiedzą i NIE rozumieją.

Jakiś czas temu miałam okazję zastanowić się, jaka byłaby moja odpowiedź, gdybym miała wybrać tylko jedno jedyne słowo do opisania siebie. Po odrzuceniu tych najbardziej ogólnikowych, jak "osoba" czy "człowiek", żadne nie wydawało mi się właściwe. Żadne nie miało "tego czegoś", dopóki nie pomyślałam o słowie "survivor", które moim zdaniem nie ma w języku polskim w pełni satysfakcjonującego odpowiednika. Najlepiej brzmi chyba "ten, który przeżył", choć to kalka z "Harry'ego Pottera". Ponieważ akurat uczyłam się obsługiwać program Word Cloud Art Creator, przedstawiłam to w postaci grafiki. 
 
 



Sześć, siedem lat temu miałam silne skłonności autodestrukcyjne. Osoba z zewnątrz nic by nie zauważyła, bo nie wyrażały się one poprzez aktywne działania na swoją szkodę, a poprzez brak działań. Nie chodziłam do lekarzy, nie leczyłam postępującej choroby autoimmunologicznej. Do tej pory ponoszę konsekwencje tamtych zaniedbań, ale wtedy nie miałam motywacji, żeby walczyć z lękami. Nie czułam ani odrobiny chęci do życia. Ludzie, których długo miałam za swoich przyjaciół, odeszli lub wydawali się obcy, mój kilkuletni związek sypał się, ból odebrał mi najważniejsze pasje, a w pierwszej pracy na etat spotkał mnie mobbing. Dopiero Szczur pomógł mi zrobić pierwszy krok do wyjścia z tego labiryntu. Wszedł do środka z kłębkiem nici.

Dzień 1 kwietnia jest dla mnie jak święto. Pamiętam, że kiedyś obiecałam napisać o tym coś więcej. Tego dnia przełamałam swój najsilniejszy lęk i pojechałam na badanie, od którego zależała diagnoza mojej choroby. Można powiedzieć, że urodziłam się jeszcze raz.

Oprócz wspomnianego paskudnego okresu przeżyłam też inne bardzo trudne dla mnie okresy i sytuacje. Niektóre z nich - jak śmierć bliskiej osoby - są wpisane w życie każdego człowieka, inne stają się udziałem tylko niektórych, bardziej lub mniej licznych. Na grafice przedstawiłam, co mogłam. Pewnych doświadczeń nie  da się zamknąć w kilku słowach, więc zamiast nich uwzględniłam moich stałych towarzyszy, na przykład dysforię płciową.

Zwróćcie uwagę, że na mojej grafice nie ma autyzmu. Autyzm jest odmiennym sposobem funkcjonowania układu nerwowego, który wpływa na wszystkie sfery rozwoju i zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia pewnych chorób (np. depresji). Nie mogę jednak powiedzieć, żebym cierpiała z powodu samego bycia w spektrum. Gdyby mój układ nerwowy funkcjonował inaczej, byłabym zupełnie inną osobą, a ja lubię w sobie sporo rzeczy i nie chciałabym być kimś innym. Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić. Jeżeli cierpię, to najczęściej z powodu chorób lub złych doświadczeń z innymi ludźmi.

A teraz najlepsze: nie wiem, czy przetrwałabym to wszystko, gdyby nie autyzm. Po pierwsze, przez całe życie największą motywacją były dla mnie moje "szczególne zainteresowania". To one utrzymywały mnie na powierzchni, gdy traciłam ważne osoby, chorowałam albo na co dzień zmagałam się z nieprzyjaznymi ludźmi. Po drugie, kiedy tej siły na dłuższy czas zabrakło, pomógł mi Szczur, który sam ma ZA i bez niego byłby inną osobą. Gdyby nie autyzm, nie poznałabym ani jego, ani kilkorga przyjaciół i znajomych. Wszędzie ten autyzm...
 
Przepraszam, że ja tym razem tak bardzo poważnie i to akurat w przeddzień Świąt Wielkanocnych, ale... czy przypadkiem nie o budzeniu się do nowego życia są te wiosenne święta?
 

sobota, 20 marca 2021

[115] Motyle 2020: Ćmy (cz. II)

 
Acrobasis advenella

05/08
Zaobserwowałam, że na jarzębach w tym roku pojawiło się jakieś stworzonko, które zwija liście po kilka naraz w nietypową harmonijkę. Zabrałam dwie takie harmonijki do domu, żeby przyjrzeć im się z bliska. Są dokładnie sklejone białymi niteczkami. W środku mieszka nieduża zielona larwa z czarnym prążkiem pośrodku. Na razie nie wiem, czy to larwa motyla.





 
05/14
Nieznana mi z gatunku larwa z jarzębu mieszka z miernikowcem i dobrze się jej powodzi. Za każdym razem, gdy dostaje jedzenie, zwija w harmonijkę fragment nowego liścia i tam przesiaduje, otoczona oprzędem i kupkami.
 
05/24
U miernikowca i jego maleńkiego, sklejającego liście towarzysza dzieje się niewiele. Mały troszkę urósł, ale nieznacznie. Obydwa jedzą i załatwiają się.
 
05/26
Maleńka larwa, która zwija liście jarzębu w śmieszne "tutki", schowała się wczoraj pod papierem i zrobiła sobie oprzęd. Później znowu wyszła, ale dzisiaj robi kolejny. Może to coś znaczy?
 
05/27
Larwa już drugi dzień jest zamknięta w oprzędzie.
 
05/31
Mała larwa z jarzębu przepoczwarczyła się w oprzędzie na spodzie pojemnika. Mam wielką nadzieję, że uda się wyhodować motyla. Bardzo jestem ciekawa, co to za stworek!
Poczwarka jest tak maleńka, że nie umiem jej zrobić wyraźnego zdjęcia. 
 
06/20
Wieczorem zauważyłam, że w pojemniku z kokonem małego stworzonka pojawiła się brązowa plamka. Otworzyłam go. Kokon był pusty. Rozchyliłam papier i w tej samej chwili wyleciała z niego ciemka, pędząc do żyrandola.
Chyba tylko dzięki dobremu wzrokowi Szczura udało mi się ją złapać - usiadła na kloszu i ja jej nie widziałam.
Nie wiem jeszcze, jaki to gatunek, ale tak wygląda dorosła forma tego zwijającego liście stworzonka. 
 
 

 
Ćmę zidentyfikowałam ostatecznie tutaj jako Acrobasis advenella.

 
Ćma bukszpanowa
 
05/09
Szczur przywiózł mi w prezencie czternaście gąsienic z ogrodu rodziców. Okazało się, że to ćma bukszpanowa - ten słynny gość z Azji, tak niemile widziany przez ogrodników. Podobno ma nawet do czterech pokoleń rocznie i wyczynia niemałe spustoszenia w bukszpanie. Nie planowałam hodować tej ćmy, ale skoro już jest, to ją poobserwuję z ciekawości, a potem wypuszczę gdzieś daleko od sąsiadów. Bukszpan też nie jest rodzimym gatunkiem, więc niespecjalnie mi go żal. O wiele bardziej żałuję młodych wierzb i brzózek między polami, które jacyś osobnicy powycinali w tym i w zeszłym roku.
Larwy ćmy bukszpanowej są specyficzne, oślizgłe w dotyku i rozciągliwe. Kleją się od oprzędu, w którym siedzą i w którym niestety również robią kupy, przez co trudno się po nich sprząta. Poruszają się bardzo szybko, po otworzeniu pojemnika błyskawicznie znajdują się na samej górze. Większość jest duża, więc może szybko się przepoczwarczą. Wśród liści znalazłam też jedną poczwarkę.

 

 
05/12
Ćmy bukszpanowe pozostają bardzo ruchliwe i bardzo głośne. Wczoraj wymieniłam im gałązki, a one natychmiast zabrały się do pałaszowania i tkania nowych nitek. Rzeczywiście zjadają nawet korę, bo na wyjętych gałązkach znalazłam ślady żerowania.
 
05/14
Jedna z gąsienic zabarykadowała się wczoraj w kokonie na spodzie pojemnika i zabrała się do przepoczwarczania. Dzisiaj kolejna zaczęła coś majstrować pod papierem na spodzie pojemnika. Większość pozostałych chrupie aż miło. 
 
 


 
05/16
Druga larwa ćmy bukszpanowej przepoczwarczyła się. Świeża poczwarka tego gatunku jest przepiękna, zielona we wzorek... Wygląda jak kokon smoka! :-)
Dzisiaj larwy są mało aktywne. Niewiele jedzą i chodzą, kilka wpycha się pod papier na dnie pojemnika. Chyba aż kilka przygotowuje się do robienia kokonu.

 

 
05/17
Kokonią! Znaczna większość gąsienic nic już nie je, weszła pod papier na dnie pojemnika i przygotowuje się do przepoczwarczenia. Larwy zostawiły przy tym spory bałagan w postaci kupek, których na razie nie mam jak sprzątnąć, żeby im nie przeszkodzić, rozrywając oprzędy.
Dwie najmniejsze gąsienice siedzą dziś na spodzie materiałowego wieczka. Jedna jest już po wylince, druga być może w trakcie.
Najstarsza poczwarka, którą przywiózł jeszcze Szczur, ma ponad tydzień i jest bardzo brązowa. Zastanawiam się, kiedy wyjdzie z niej pierwsza dorosła ćma.  
 
05/24
Wczoraj nieco się zdenerwowałam na Szczura, bo prosiłam go, żeby przywiózł małą dziesięciocentymetrową gałązkę dla ciem bukszpanowych, a on przywiózł mi aż kilka gałęzi od sąsiadki, na których siedziało kolejnych kilkanaście larw. Nie był to najlepszy pomysł. Szukanie jedzenia dla nich staje się coraz trudniejsze, bo bukszpan rzadko rośnie w miejscach publicznych, więc mam wielką nadzieję, że całe to towarzystwo niedługo "zakokoni".
Na razie z żadnej z poczwarek nie wyszła jeszcze ćma, nawet z tej dwutygodniowej.
 
 
Malutka larwa tuż po wylince.


 

06/01
Na Dzień Dziecka dostałam w prezencie pierwszą ćmę bukszpanową. Jest całkiem spora, mniejsza od niedźwiedziówki nożówki, ale większa od znamionówki. Myślę, że jej uroda wynagradza niedogodności związane z gąsienicami.
Aż trudno uwierzyć, że ta delikatna ćma robi takie spustoszenie na działkach...
 
06/03
Dzisiaj wyszła z poczwarki kolejna ćma bukszpanowa, równie energiczna co poprzednia. Zauważyłam, że tuż przed wyjściem imago poczwarka staje się czarno-biała niczym Oreo, a sama ćma sporo rusza swoimi cieniutkimi czułkami.
Dzisiaj przeniosłam kolejną poczwarkę do osobnego pojemnika, w którym je trzymam. Gąsienic zostało dziewiętnaście. Dwie czy trzy są w trakcie przepoczwarczenia. Wybierają do tego różne miejsca: gałązki, wieczko i spodnią stronę papieru na dnie pojemnika.
Dzisiaj znalazłam na dnie pojemnika coś, co wyglądało jak strzępki zjedzonej larwy. Liczba larw jednak zgadzała się. I nagle zastanowiło mnie, że jeszcze nigdy nie widziałam skóry zrzuconej przez te gąsienice. Widuję tylko stare głowy, a przecież wylinkę muszą przechodzić. A więc chyba zjadają stare skóry... i robią to bardzo chętnie i szybko, skoro nigdy ich nie widuję!  
 
 

 
 
06/07
W piątek wyszły z poczwarek dwie ćmy bukszpanowe, a wczoraj i dziś po jednej. Gąsienic zostało osiemnaście, ale są na różnych etapach rozwoju. Kilka przymierza się do przepoczwarczenia - te osobniki siedzą nieruchomo pod papierem lub w cieniutkich oprzędach, które zrobiły pod wieczkiem.
Dziś pierwszy raz zobaczyłam u nich zrzuconą skórę jeszcze w całości. 
 
06/09
U Bukszpanek przepoczwarczyły się trzy kolejne gąsienice, kilka jest w trakcie. Jednej coś nie wyszło i umarła podczas przepoczwarczenia. Zostało dziewięć jedzących gąsienic. 
 
06/13
U ciem bukszpanowych pojawiły się trzy nowe poczwarki, a ostatnie dwie gąsienice zamknęły się w oprzędach. Trzem gąsienicom nie powiodło się, znalazłam je wiszące w dziwnych pozycjach i sztywne. Ogólnie rzecz biorąc, można jednak uznać hodowanie ich za sukces.
Wczoraj wyszła kolejna ćma.
 
06/17
Wczoraj wyszła następna ćma bukszpanowa. Dzisiaj odleciała.
Tymczasem ja oddzieliłam od liści ostatnie dwie poczwarki i uprzątnęłam pojemnik. Przygoda z gąsienicami tego gatunku dobiegła końca.
 
06/19
Wypuściłam kolejną ćmę bukszpanową.
 
06/22
Wyszły dwie kolejne ćmy bukszpanowe.
 
06/24
Dziś rano bardzo się zdziwiłam, bo w pojemniku z poczwarkami Bukszpanek siedziała ćma zupełnie inna niż reszta: z całkiem ciemnymi skrzydłami! Przez chwilę stałam i myślałam, że śnię, po czym ruszyłam do kompa szukać informacji na ten temat. Okazuje się, że to forma melanistyczna. Nie wiem jeszcze, jak często występuje, ale chyba całkiem często.
Wieczorem wypuściłam cztery ćmy bukszpanowe, w tym "odmieńca". Odleciał jako ostatni, jakby w ogóle mu się nie spieszyło.
 
 



06/30
W ostatnich dniach wypuściłam kolejne "bukszpanki": w sobotę trzy, w niedzielę dwie. Została jeszcze jedna poczwarka, ale generalnie z wszystkich poczwarek ciem bukszpanowych wyszły dorosłe owady.

 
Namiotnik
 
05/22

Od kilku dni rozglądałam się na spacerach za namiotnikami. Choć nie zachwyca mnie fakt, że te gąsienice przesiadują w namiotach pełnych kup, można powiedzieć, że wjechały mi na ambicję, bo do tej pory nie udało mi się wyhodować motyli. Ostatnim razem miałam wszystkie larwy spasożytowane przez owocówki.
W końcu dziś natknęłam się na biedne drzewo obsypane namiotami pełnymi nieproszonych gości. Jest ich tam tyle, że z powodzeniem można by nimi obdzielić kilkanaście osób chętnych obserwować rozwój larw. Wybrałam najmniejszy namiot i zabrałam go razem z całą gałązką. Ciekawe, czy tym razem mi się poszczęści i uda się wyhodować ciemki. 

 


05/27
Dzisiaj częściowo zniszczyłam namiot namiotnikom, żeby wymienić liście na nowe i trochę ogarnąć kupki. Gąsienicom wyraźnie się to nie podobało, zapierały się w oprzędzie, ale suchymi liśćmi się nie najedzą, a namiot zrobią od nowa.
 
05/31
Poddałam się, jeśli chodzi o utrzymywanie jako takiej higieny u namiotników, bo one w zastraszającym tempie tkają nowy namiot i go brudzą. Teraz już nie niszczę namiotu, tylko przekładam go na nowe gałązki. Larwy i tak doskonale wiedzą, że mają co jeść, bo na gałązkach prawie nic nie zostaje. Rzadko udaje mi się je przyłapać na zewnątrz. Możliwe, że jedzą w nocy. 
 
 
 

06/03

Bez zmian.
 
06/07
Mało w weekend zjadły. Może przechodzą wylinkę.
 
06/08
Dzisiaj nie przyniosłam już jedzonka dla namiotników, bo po południu zorientowałam się, że kokonią. Wiją sobie grubsze niż zazwyczaj, białe jak śnieg oprzędy. Niektóre larwy już są w środku, inne wytrwale pracują. 
 
06/09
Namiotniki już w większości przepoczwarczone. Po pojemniku wałęsają się dwie ostatnie gąsienice.
 
06/13
Wszystkie namiotniki są już przepoczwarczone.
 
06/21
Dzisiaj (w niedzielę) wyszły z poczwarek cztery namiotniki. Moje pierwsze wyhodowane namiotniki! :-) Są białe w czarne kropeczki i maleńkie, niewiele większe od stworzonka z jarzębu (patrz: Acrobasis advenella). Niezbyt im się spieszyło odlatywać, ale jakoś udało mi się je wypuścić, choć początkowo lądowały na moim ubraniu.
 
 

 
06/24
Dwa dni temu wyszły z poczwarek kolejne namiotniki. Nie wiem, ile dokładnie ich było, bo ciągle się przemieszczały - prawdopodobnie od czternastu do szesnastu. Wypuściłam je, gdy zaczynało się robić ciemno, bo w dzień nie są zbyt chętne odlatywać.
Dzisiaj wypuściłam dwa namiotniki, prawdopodobnie ostatnie.



 
Kuprówka złotnica
 
05/27
Nie spodziewałabym się, że na rutynowym spacerze po liście spotkam ciekawą gąsienicę - a jednak! Kilka dziurawych liści na leszczynie naprowadziło mnie na trop łobuziaka, który na nich ucztował. Kolorowa, włochata gąsienica z pyszczkiem jak u brudnicy siedziała sobie beztrosko na widoku.
W domu ustaliłam, że to kuprówka złotnica. Wprawdzie to nie ta najdotkliwiej parząca kuprówka rudnica, owiana złą sławą, ale jej włoski zapewne też potrafią poparzyć, podobnie jak u wielu innych brudnicowatych. Będzie więc obsługiwana jak brudnice, bezdotykowo i ostrożnie.
Gąsienica sporo je, w kilka godzin zdążyła już wygryźć w liściach pokaźne dziurki. Co ciekawe, ma apetyt na leszczynę, której Internet nie wskazuje wśród jej ulubionych roślin żywicielskich. Jest bardzo ruchliwa - to miła odmiana po ostatnich spasożytowanych znaleziskach, które ledwie się ruszały. Oby nie miała żadnego pasożyta! 
 
 

 
 
05/31
Znalazłam wczoraj kolejną gąsienicę kuprówki złotnicy, tym razem na gałązce czeremchy. Dołączyłam ją do poprzedniej. Trochę mnie dziwi, że nigdy wcześniej nie znalazłam gąsienicy tego gatunku, a tu nagle dwie za jednym zamachem w znacznie oddalonych od siebie miejscach.
Jedna z gąsienic przeszła dziś wylinkę. Jest teraz większa i jeszcze bardziej włochata. Druga siedzi na wieczku.
 
06/03
Wczoraj kolejny raz znalazłam na spacerze gąsienicę kuprówki złotnicy! Siedziała na widoku na tej samej leszczynie, na której znalazłam pierwszą z nich, albo na sąsiednim drzewku. Oczywiście ją przygarnęłam. Ta gąsienica jest nieco większa i szybciej się porusza.
Wczoraj gąsienica numer dwa była już po wylince, a dzisiaj do nich nie zaglądałam. 
 
06/07
W czasie poszukiwań niedźwiedziówek znalazłam kolejne dwie kuprówki złotnice. Podobnie jak niedźwiedziówki, siedziały na pokrzywie. Dołączyłam je do pozostałych trzech i wyposażyłam towarzystwo w liście leszczyny. Jedna ze znalezionych gąsienic jest znacznie większa od reszty.

06/08
Jedna z kuprówek z leszczyny zrobiła sobie kokon i już w nim siedzi. Kokon powstał w suchym, nieco zwiniętym liściu.
Odkryłam też, że mniejsza z kuprówek znalezionych w lesie nie żyje. Już wczoraj zastanawiałam się, czemu jest taka mała i nie rusza się, ale zajmowałam się niedźwiedziówkami więcej niż kuprówkami. Dzisiaj przyjrzałam się jej dokładniej... Ta larwa wygląda jak pusta w środku skóra, jak ostatnio barczatka. Podejrzewam, że wkrótce wyjdą z niej pasożyty, o ile nie wyszły jeszcze w lesie. Włożyłam ją do osobnego pojemnika.

06/13
U kuprówek bez zmian. Jedzą trzy larwy, bo czwarta zrobiła kokon w suchym liściu leszczyny.
 
 
 
 
06/17
Kolejny raz zrzuciły skórę. Spodziewam się, że niedługo mogą robić kokony. 
 
06/24
Rano odkryłam, że w nocy wyszła moja pierwsza kuprówka. Dorosła ćma jest mniejsza niż podejrzewałam. Faktycznie końcówkę odwłoka ma złocistą, stąd pochodzi nazwa "kuprówka złotnica". Nie chce jednak swojego "kuperka" pokazywać do zdjęcia - siedzi tak, że go nie widać. Chętnie pokazuje za to swoje łapki z bujnym owłosieniem. Ćmę wypuściłam w pobliżu lasu. Jej towarzysze jeszcze są gąsienicami i jedzą liście.





 
06/30
Jedna z kuprówek zrobiła kokon w zwiniętym suchym liściu. Pozostałe dwie są już duże i mam nadzieję, że pójdą w jej ślady.
 
07/04 
Kilka dni temu przedostatnia larwa zamknęła się w kokonie w liściu, a wczoraj ostatnia. Ostatnia długo się zastanawiała, siedząc na ściance, przez co zaczynałam już mieć czarne myśli o pasożytach. W końcu jednak zrobiła kokon... w tym samym zwiniętym liściu, co siostra/brat. 
 
07/15
13 lipca wyszła z kokonu druga kuprówka, a dzisiaj trzecia. Obie wypuściłam. Czekam jeszcze na jedną.
 
07/20
Wyszła z kokonu moja ostatnia kuprówka.
 
07/21
Wypuściłam ostatnią kuprówkę, która wyszła wczoraj. Tym razem kuprówka odleciała błyskawicznie.
 

Kuprówka rudnica
 
06/06
Pierwszy raz w życiu spotkałam gąsienicę kuprówki rudnicy - tej bardzo jadowitej. Początkowo Szczur złapał ją do pojemnika, ale ostatecznie zdecydowałam, że ją wypuszczę. Chętnie bym ją poobserwowała w domu, z zachowaniem większych środków ostrożności, które już i tak na wszelki wypadek zachowuję przy złotnicach. W czasie pandemii wolę jednak nie ryzykować, że ktoś z domowników nadzieje się na włos gąsienicy i będzie trzeba z nim biegać po lekarzach. Myślę, że jeśli jeszcze trochę pożyję, to kiedyś spotkam ją znowu.
Zanim pożegnałam się z rudnicą, na pamiątkę zrobiłam kilka zdjęć i nagrałam filmik z nią. Na pierwszy rzut oka od złotnicy różni się tylko wzorkiem na grzbiecie.
 
 

 

Niezidentyfikowana gąsienica
 
09/26
Na początku tygodnia odkryłam, że w pojemniku z niedźwiedziówkami była inna gąsienica. Zapewne dostała się tam z mleczem. Dałam jej osobny pojemnik i własne mlecze. Przez kilka dni mieszkała sobie spokojnie, pochłaniając całkiem sporą porcję liści jak na tak małą istotę. Wczoraj zauważyłam, że nie je i wpycha się pod papier na dnie. Włożyłam ją do pojemnika z ziemią, a ona szybko zakopała się. Ciekawe, czy przeżyje zimę.
Niestety w tym tygodniu byłam tak zajęta, że nie tylko jeszcze nie zidentyfikowałam gąsienicy, ale też zrobiłam jej tylko jedno jako tako oświetlone zdjęcie... na którym robi kupę.  
 

 
 
Niezidentyfikowana gąsienica nr 2
 
10/11
Nie spodziewałam się, że znajdę jeszcze jakąś gąsienicę w tym roku, ale kilka dni temu znalazłam. Była zielona i siedziała na drzwiach wejściowych do domu. Nie potrzebowała jedzenia, szybko zakopała się w ziemi. Później jednak odkryłam jasną poczwarkę na ściance pojemnika. Zdziwiłam się, bo przez większość tygodnia gąsienica była zakopana, ale wyszła z ziemi, żeby się przepoczwarczyć. 




niedziela, 31 stycznia 2021

[114] Za późno

 
Obejrzałam wreszcie "Koe no Katachi" i film ten pozostawił mnie z mieszanymi uczuciami. Bynajmniej nie chodzi mi o sposób przedstawienia niepełnosprawności czy bullyingu w szkole - bywa aż do bólu realistycznie. Szczerze mówiąc, nie wierzę w drugą połowę tej historii. 
 
Jako ktoś, kto doświadczył bullyingu, nie umiem wyobrazić sobie miłości do swojego prześladowcy, nawet po wielu latach. Już przyjaźń z dawnym prześladowcą przekracza granice mojej wyobraźni, a co dopiero mówić o miłości. Nie wierzę, że mogłabym się na taką osobę otworzyć i jej zaufać. Nawet gdyby autentycznie się zmieniła i szczerze żałowała, skończyłoby się w najlepszym razie na rozmowie, po czym oczekiwałabym, że pójdziemy w dwie różne strony. 

Jeszcze dziesięć lat temu byłoby mi trudno uwierzyć także w samą wewnętrzną metamorfozę szkolnego prześladowcy. Ani ja, ani żadne z moich przyjaciół i znajomych takiego cudu nie zaznało, dlatego wydawałoby mi się to totalną abstrakcją. Teraz jednak wiem, że się zdarza, za sprawą pewnej prawdziwej historii.

 ***
 
Długi weekend był tuż, tuż. Siedziałam w wypasionym samochodzie marki nieznanej (zupełnie nie znam się na samochodach), na miejscu obok kierowcy, gdzie nie dokucza mi choroba lokomocyjna. Świetlik rozłożył się z tyłu z gameboyem i naszymi dość skąpo spakowanymi plecakami. Wybieraliśmy się do centrum miasta, więc nie taszczyliśmy ze sobą żadnego sprzętu do obserwacji nieba, tylko aparat Świetlika i nieodłączny statyw. 

Kierowca, starszy od nas o kilkanaście lat blondyn z włosami do ramion, bez skrępowania opowiadał o swoim życiu. Nie pierwszy raz jechaliśmy "internetowym autostopem", więc byliśmy przyzwyczajeni, że kierowcy dzielą się na gadatliwych i małomównych. W tym przypadku od razu się zorientowałam, że facet należy do pierwszej grupy. Robił wrażenie wyjątkowo ekstrawertycznego i otwartego. Po paru godzinach jazdy znaliśmy już całą historię jego wielkiej pasji do snowboardu i jego własnego biznesu - sklepu ze sprzętem sportowym.
 
W pewnym momencie nastrój opowieści nagle się zmienił, jakby nasz rozmówca poczuł potrzebę podzielenia się czymś osobistym. Mówił ciszej i wolniej niż przedtem, a odstępy między poszczególnymi zdaniami stawały się coraz dłuższe. Czułam, że przychodzi mu to z trudem, ale chce pokonać jakąś niewidzialną barierę.

- Pewnego dnia, kiedy mój biznes już nieźle funkcjonował, zaciekawiło mnie, co robią teraz inni ludzie z mojej klasy z liceum. Miałem akurat więcej czasu, więc wszedłem na fejsa i zacząłem wyszukiwać jednego kolegę po drugim. Ten miał już żonę i dzieci, tamten pracował w korpo... W końcu wyszukałem też naszego klasowego kujona. Wstyd o tym mówić, ale w liceum nie dawaliśmy mu żyć. Sam nim gardziłem, dlatego że był takim stereotypowym prymusem w okularach, cienkim w sporcie. Na jego profilu znalazłem świeczki. Później dowiedziałem się od dawnego kumpla, że kilka lat temu się powiesił. 

Przeszedł mnie dreszcz. W lusterku zobaczyłam, że Świetlik podniósł głowę i patrzył wyczekująco.

- Bardzo mnie to ruszyło - kontynuował blondyn. - Od matury wiele się zmieniło. Dojrzałem. Musiałem uczyć się na błędach, zacząłem patrzeć na świat inaczej. Może nasze zachowanie... miało wpływ? Może gość przez nas wpadł w depresję. Ciągle wraca do mnie pytanie, czy mogłem coś zrobić już jako dorosły facet. Powinienem był przynajmniej odezwać się do niego. Przeprosić za to, jakim byłem dupkiem. Ale nigdy nie miałem odwagi, a teraz jest już za późno.




sobota, 16 stycznia 2021

[113] Motyle 2020: Cykl życia niedźwiedziówki

 
Nie raz i nie dwa wydawało mi się, że w 2020 roku nie wyhoduję ani jednej niedźwiedziówki. Mimo że pobiliśmy rekord w ilości znalezionych gąsienic, większość okazała się spasożytowana. Wkrótce jednak te włochate stworzonka udowodniły mi, że z nimi nigdy nic nie wiadomo. Nie dość, że z ocalałych poczwarek w ciągu jednej doby wyszły dwie ćmy, to jeszcze były akurat różnych płci i zapoczątkowały nowe pokolenie. A przygoda zaczęła się w maju i trwała prawie pół roku...
 
 
Niedźwiedziówka nożówka

05/09
W Najbliższym Lesie znaleźliśmy trzy gąsienice.
Niedźwiedziówkę nożówkę wypatrzyłam na pokrzywie, gdy skanowałam wzrokiem rośliny po bokach ścieżki. Siedziała na łodydze, więc od góry nie dałoby się jej zauważyć. Jest jeszcze dość mała, przed nią sporo czasu do przepoczwarczenia, ale już widać charakterystyczne białe kropeczki. W nocy zjadła trochę pokrzywy.
 
05/12
Gąsienica posiedziała wczoraj na wieczku, dzisiaj zeszła i dalej je. Na razie je niewielkie ilości pokrzywy.
 
05/14
Niedźwiedziówka nie żyje. Od dwóch, trzech dni przeczuwałam, że coś z nią nie tak, bo jadła niezwykle mało lub wcale. Ostatniej porcji liści w ogóle nie ruszyła. W pewnym momencie znieruchomiała, ale do wylinki nie doszło. Nie znam przyczyny jej śmierci, póki co żaden pasożyt z niej nie wyszedł, ale od początku coś musiało jej być. Mam nadzieję, że znajdziemy kolejne...

05/16
Wyjaśniło się, dlaczego niedźwiedziówka nie przeżyła. Tak jak myślałam, winny był pasożyt. W nocy, oglądając przez lupę martwą gąsienicę, zobaczyłam, że wystaje z niej coś białego i cienkiego, ale za małego, żebym umiała to sfotografować. Postanowiłam poczekać na dalszy rozwój wypadków. Rano w pojemniku leżała już poczwarka pasożyta (widoczna na liściu).
 
 

 
05/24
Wczoraj wybraliśmy się ze Szczurem do lasu na poszukiwanie niedźwiedziówek. Niestety żadnej tym razem nie znaleźliśmy, pewnie dlatego, że było mokro.
 
05/27
Z poczwarki pasożyta, który pożywił się niedźwiedziówką, właśnie wyszła mucha.
 
06/07
Wczoraj przez trzy godziny chodziliśmy ze Szczurem po lesie, szukając niedźwiedziówek. Znaleźliśmy ich siedem, wszystkie na pokrzywach. Większość zauważył Szczur. Nie mam jeszcze stuprocentowej pewności co do gatunku najmniejszych, większe to na pewno nożówki. Larwy siedziały na widoku. Co ciekawe, wszystkie znaleźliśmy po tej samej stronie ścieżki - może ma to jakiś związek z nasłonecznieniem?
Jestem przeszczęśliwa, bo to mój najulubieńszy gatunek.
Podczas podróży do domu jedna z larw zrzuciła skórę. Dzisiaj dwie najmniejsze gąsienice siedzą na wieczku.
 
06/09
Dwie niedźwiedziówki zrzuciły skórę, a jedna próbowała mi dziś zwiać. Jak zwykle larwy, mimo że znalezione na pokrzywie, zdecydowanie wolą jeść liście "mlecza". Pokrzywę jedzą dopiero jako drugą.
 
06/13
W ostatnich dniach kilka gąsienic zrzuciło skóry. Teraz wszystkie mają identyczne kolorki, a cztery są bardzo duże. Jedną przyłapałam niedługo po wylince, gdy miała jeszcze śmieszną, rozczochraną fryzurę.
Niedźwiedziówki pałaszują ogromne ilości "mlecza", ale pokrzywą też nie pogardzą. Zjadają wszystko co do łodyżki. Niejeden rodzic marzy o takim apetycie u swoich dzieci!
 
 



 
06/17
Dałam niedźwiedziówkom terrarium po brudnicach, bo są już tak duże, że mniejsze pojemniki zaczynały się robić niehumanitarne. Obecnie wszystkie gąsienice są tego samego koloru i prawie tych samych rozmiarów. Dwie są nieco mniejsze niż reszta, ale różnica między nimi zmniejszyła się.
Wczoraj udało mi się uratować kilkanaście mniszków, które tata zamierzał skosić, dzięki czemu niedźwiedziówki dostały cały pęk jedzenia. Mimo to już teraz nie mają co jeść, więc zaraz muszę się nimi zająć. Gdy czekają na nową porcję liści, potrafią zjeść doszczętnie także łodyżki, nie pozostawiając nic!
 
06/19
Pierwsza niedźwiedziówka robi kokon na ścianie terrarium. Dziwię się, że jej akurat tam jest wygodnie, ale widocznie jest.
 
06/21
Większość "starej gwardii" niedźwiedziówek nadal pochłania liście, z wyjątkiem najmniejszej i tej, która zrobiła kokon. Najmniejsza prawdopodobnie jest spasożytowana, bo wczoraj okazało się, że nie żyje. Gdy jedzenie się kończy, gąsienice zaczynają szybko biegać, co sugeruje, że przepoczwarczenie już niedługo.
Dzisiaj w Najbliższym Lesie Szczur wypatrzył kolejne dwie niedźwiedziówki! Te są mniejsze.
 
 
 

 
 
06/30
Ostatnie dni były dla mnie pod względem motylowym bardzo smutne. Pod koniec tygodnia bardzo się cieszyłam, że niedźwiedziówki robią kokony. Lubiłam patrzeć na ich bieganinę i wzajemne przeganianie się z upatrzonych miejsc. W sobotę okazało się, że większość niedźwiedziówek spasożytowały muchy. Widok larw much wypełzających z ciał moich ukochanych gąsienic był paskudny, zwłaszcza że w większości było po kilka pasożytów. Choć nie reaguję tak na każdego pasożyta, bo to już dla mnie nic niezwykłego, tym razem płakałam do późna i przez cały kolejny dzień miałam migrenę. Wciąż jest mi bardzo przykro, gdy o nich myślę.
Jednej niedźwiedziówce udało się przepoczwarczyć, a jeszcze inna nadal je, ale już nawet o nich boję się myśleć pozytywnie.
(Jeżeli ktoś nie wie, jak to jest: na wolności muchy składają jaja w jajeczkach lub gąsienicach motyli, więc nie da się temu zapobiec. Każda znaleziona gąsienica może już mieć pasożyty w środku.)
 
07/04
Jednej z dwóch niedźwiedziówek, które zamknęły się w kokonach przed wyjazdem do Nory, udało się przepoczwarczyć. Nie spodziewałam się tego. Szczerze mówiąc, po zjedzeniu większości przez muchy nie miałam wielkich oczekiwań. A jednak wygląda na to, że mogę mieć dwie ćmy.
 
07/10
Ostatnia niedźwiedziówka nadal je, i to sporo. Jest już naprawdę pokaźnych rozmiarów i tylko czekać, aż się przepoczwarczy... albo przemuszy (oby nie). 
 
07/18
Mamy to!
Wyhodowałam niedźwiedziówkę, mimo że większość z nich zjadły muchy! W dodatku samicę, bardzo dużą. 
 
 


 
07/19
Dzisiaj rano ponownie bardzo się ucieszyłam, bo z drugiej poczwarki niedźwiedziówki wyszedł samiec. A więc dwie przeżyły i w dodatku przedstawiciele obu płci wyszli prawie jednocześnie, jak nigdy. 
Niestety, była to trochę przedwczesna radość. Nijak nie umiem nakłonić tych ciem do rozmnażania. One czują siebie nawzajem, wydają nawet dźwięk, którego nigdy przedtem nie słyszałam. Samiec chwilami mocno reaguje na obecność samicy jak Safonidy, ale nie potrafi trafić we właściwe miejsce, a samica nie ułatwia mu zadania. Przemieszcza się ciągle, bo w przeciwieństwie do brudnic czy znamionówek potrafi latać. Terrarium jest za duże, samiec - zdezorientowany. Inne pojemniki są za małe, ćmy nie potrafią się rozłożyć. Wypuszczone w ciemnym pokoju nie reagują na siebie. Najlepszy efekt dało jak dotąd wypuszczenie ich w dużym pokoju z włączoną klimą, ale niestety nie jest to bezpieczny pokój. Leciały do lamp, wlatywały za meble. Trzeba by przez cały czas za nimi chodzić, najlepiej w dwie osoby. Tak więc tracę nadzieję, że je rozmnożę. Byłoby to coś niesamowitego mieć małe niedźwiedziówki od jaj, ale nie udaje się.
Do jutra będę próbować. Potem wypuszczamy. 
 
07/21
Wczoraj podjęłam ostatnią próbę rozmnożenia niedźwiedziówek. Przełożyłam je do nowego, tekturowego pudła, gdzie dotąd nie było zapachu feromonów (w poprzednim samiec już w ogóle nie reagował na nie). Włożyłam im trochę gałęzi z liśćmi, zostawiłam mały otwór do wentylacji i wystawiłam pudło na balkon. Po deszczu gwałtownie się ochłodziło. 
Udało się!
W nocy, około pierwszej, odkryliśmy, że ćmy siedzą złączone. Zawsze myślałam, że chciałabym je na tym przyłapać i sfotografować, ale byłam taka zadowolona po dwóch dniach próbowania, że nie chciałam im już przeszkadzać. Zrobiłam tylko dwa zdjęcia z góry, a że było ciemno, wyszło jak wyszło.
Teraz, rano, samica siedzi już osobno. Widać, że pod nią są już jajeczka. Składa je dalej. 
 
 

 
(później)
Wypuściłam niedźwiedziówki w lasku, w pobliżu domu rodziców Szczura. W pudełku do przewożenia samica zdążyła znieść jeszcze więcej jaj. Łącznie jest ich kilkaset.
 
07/28
Wczoraj mocno się zdziwiłam, ponieważ zobaczyłam, że jaja niedźwiedziówki zmieniły kolor. W środku każdego jajeczka pojawiła się czarna kropka, przez co zielony kolor z daleka przestał być widoczny. Trochę mnie to zafrasowało. Powiedziałam sobie jednak, że może to normalne, bo przecież kijanka też prześwituje przez swoje jajeczko.
Dzisiaj zdziwiłam się jeszcze bardziej. Z jaj wyszło ładnych kilkaset małych gąsieniczek. A ja dowiedziałam się w ten sposób, że niedźwiedziówka zimuje jednak jako gąsienica.
Jak to ogarnę? Jeszcze nie wiem. Rozsądnie byłoby większość wypuścić, ale z drugiej strony gąsienic nigdy nie zimowałam, a prawda jest taka, że larw jest aż tyle, bo zimę w naturze przeżywają nieliczne. Nie wiadomo, czy takie zimowanie gąsienic mi się w ogóle uda.
Na razie małe gąsieniczki spędziły pierwszy dzień życia, jedząc swoje jajeczka. Wieczorem włożyłam im dwa liście "mlecza", ale dopiero zaczynają go odkrywać.
Gąsieniczki są tak małe, że gubią się nawet za paznokciem. Ale już teraz zwijają się w kłębek, gdy coś je zaniepokoi! Gdy poruszyłam kawałkiem tektury, naraz zwinęło się kilkadziesiąt!
Nadal jestem w lekkim szoku.
 
 
 

08/14
Gąsieniczki w trakcie wylinki. Sporo jest już po. Obiektywnie wciąż są małe, ale urosły i trzeba im teraz sprzątać codziennie. Nastawiam się na większy pojemnik niedługo.
Eksperyment wykazał, że jedzą brzozę, więc jeśli będzie potrzeba, można będzie wypuszczać je na brzozach.
 
 


08/17
Małe dostały ostatnio pokrzywę. Mniej ją lubią, ale "mlecze" tutaj były ohydne.

08/20
Dzisiaj wypuściliśmy ze Szczurem około dwustu małych gąsienic. Wypuszczaliśmy je w różnych miejscach: na brzozie, w trawie, na pokrzywie, na mniszkach. Na moje oko zostało ich dwa lub trzy razy tyle. Nakarmiłam też towarzystwo.
Jutro zaczynam eksperyment z sałatą - wydzielę małą grupkę gąsienic i poobserwuję, czy kupiona sałata im nie zaszkodzi.

08/25
Dzisiejszy dzień był zaskakujący.
Z ostatniego kokonu niedźwiedziówki nic nie wychodziło, mimo że minął miesiąc. Kilka dni temu rozcięłam go, żeby sprawdzić, czy poczwarki nie zjadły muchy. Poczwarka była cała i zdrowa, więc zostawiłam ją w spokoju. Ku mojemu zdziwieniu dzisiaj wyszła ćma! Piękna samica! Strzeliłam kilka zdjęć i poszłam wypuścić ćmę.
Także dzisiaj wysłałam około czterdziestu larw Markowi. Oby dotarły bezpiecznie!
 
 


08/28
Niedźwiedziówki przechodzą wylinkę. Dziś bardzo się namęczyłam, oddzielając stare skóry od gąsieniczek. Wydzieliłam też dwieście larw, które w weekend chcę wypuścić w lesie.
Paczka dla Marka dotarła zaraz następnego dnia. Larwy są całe i zdrowe. Chyba też przygotowują się do wylinki.

09/13
Larwy dalej się rozwijają - większość powolutku, ale kilka urosło do ogromnych rozmiarów i wygląda przy swoim rodzeństwie... byczo.
Z powodu tych zmian w ich mieszkankach znowu zaczęło robić się niehumanitarnie. Dlatego dziś przeniosłam największe osobniki do osobnego lokum - niech nie objadają już rodzeństwa. Poza tym umówiłam się ze znajomym miłośnikiem pająków i innych zwierząt, że przygarnie pięćdziesiąt gąsienic. Dzisiaj je spakowałam i pojechały ze Szczurem w podróż.
 
10/07
Od kilku dni te niedźwiedziówki, które najbardziej urosły, powoli szykują się do robienia kokonów. Przepoczwarczyły się już trzy. Kokony najczęściej powstają w brudnym papierze na spodzie pojemnika, więc przecinam je i wyjmuję poczwarki.
Pozostałe larwy, te mniejsze, których jest dużo więcej, wynoszę do szopy, gdzie jest zimniej. Mam nadzieję, że zaczną tam myśleć o zimowaniu.
Jeżeli chcecie zobaczyć, jak wygląda świeżo przepoczwarczona niedźwiedziówka, oto ona. Sama się zdziwiłam, bo poczwarka wygląda jak oblana miodem. 

 
 

10/11
Kończy się sezon na motyle. W tym tygodniu wyczyściłam pudełka i wyniosłam do szopy jaja i poczwarki, z których wiosną może coś wyjść. Zaniosłam tam też wszystkie mniejsze niedźwiedziówki. W przyszłym tygodniu temperatury mają być niższe, więc mam nadzieję, że niedługo zasną.
Stworki, udanej zimy i obyśmy się znowu zobaczyli na wiosnę!